Michał opowiadał mi o tym z wyraźną dumą i miał ku temu powody. Wymienił siedem rzeczy, które robi. Kółka zgodnie z ruchem wskazówek zegara, potem przeciwnie. Alfabet, całe litery pisane językiem. Naprzemiennie język i palce. Zmiana tempa co jakiś czas, żeby „nie było monotonnie”.
Zapytałem, ile to u niego zwykle trwa. Dziesięć minut, piętnaście. Zapytałem, jak często kończy się to jej orgazmem.
Zamilkł i po chwili powiedział: „Raczej rzadko. Właściwie prawie nigdy. Dlatego pytam.”
Michał robił wszystko, o czym przeczytał, robił to starannie i był w tym technicznie sprawny. I właśnie dlatego mu nie wychodziło.